Obudziłam się. Jak zawsze zeszłam na dół, zjadłam śniadanie, umyłam się.... ale dziś było jakoś inaczej. Miałam wrażenie, że czuje czyjś wzrok na sobie. Pomyślałam, że tylko mi się wydaje.
-Dziś przyjdzie do mnie Leon ! - ucieszyłam się. -Na pewno mnie gdzieś zabierze. Muszę się przygotować !-
Założyłam moją najlepszą suknię, uczesałam włosy w schludnego koczka i czekałam. Miał przyjść w południe.
-Jest 11:56- spojrzałam na zegarek.-Chyba powinien już być. -
Czekałam dalej. Minuty leciały jak szalone. W końcu zdałam sobie sprawę z tego, że mnie po prostu olał. To był cios prosto w serce. O 14:30 zadzwoniłam do niego.
-Leon ? Co się stało ? Dlaczego nie przyszedłeś?
-Ja ..ie ..ge ..oś przery.. pomó.. ..i ...osze ci.. urat.. mni.. ! Bła...am.
Nagle urwało nam się. Nie wiem co to było, ale ktoś lub coś robi mojemu Leosiowi!! Dobrze, że miałam, po tacie laptopa z programem do namierzania komórek. Musiałam to sprawdzić. Tylko nie wiem jak ten program się obsługuje! O coś jest wcisnęłam *Namierz* , podałam niezbędne informacje. I wyszukało ! Był w..... moim domu ?! Nie rozumiałam o co chodzi! Poszłam go szukać, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. To było dziwne... Było tylko jedno miejsce gdzie nie sprawdziłam... moja piwnica.
Marcessca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz